Dodano: 21 marzec 2018, 08:52

Tragedia Gustloffa

W miniony weekend na Wybrzeże przywiodły mnie aż dwa zaproszenia. Jedno z nich zapraszało na spotkanie wszystkich organizacji niemieckich z dawnych Prus Zachodnich zorganizowane przez Ziomkostwo Prus Zachodnich (Landsmannschaft Westspreussen), a drugie – od gdyńskich Niemców – na uroczystości upamiętnienia zatopienia statków ewakuacyjnych „Wilhelm Gustloff”, „Goya” i „Steuben”.

Czasem nazywa się to katastrofą na wzór „Titanica”, ale jedynym podobieństwem jest to, że zatonął statek z wieloma pasażerami na pokładzie. Trudno tragedię na Bałtyku w 1945 roku nazywać katastrofą, skoro te około 20 tysięcy ludzi, w większości kobiet i dzieci, poszło na dno w wyniku trafienia radziecką torpedą. W czasie kazania ksiądz Andre Schmeier zwrócił uwagę, że uciekinierzy z Prus Wschodnich i Pomorza uchodzący przed frontem po wejściu na statek ewakuacyjny w Gdyni zapewne poczuli się już uratowani. Okrutna rzeczywistość była inna.

To upamiętnienie ma inny charakter niż styczniowe uroczystości upamiętniające ofiary powojennych obozów dla Niemców w Łambinowicach czy Świętochłowicach i są innym obrazem gehenny, jaką przeżyli Niemcy w ostatnich miesiącach wojny i latach po niej. Ludność cywilna czasem przypadkiem znalazła się w wirze działań wojennych, ale bardzo często, tak jak na „Gustloffie”, świadomie została wzięta za cel tych działań. Tak jak później po ich zakończeniu tysiącami była wypędzana, deportowana do ZSRR czy osadzana w setkach obozów w całej Polsce.

Ale ten los obywateli Rzeszy, którzy po jej przegranej zaczęli płacić niewinnie za jej zbrodnie, bywa ciągle przemilczany, a zbrodnie zwycięzców ukrywane lub moralnie usprawiedliwiane. Dlatego tak ważna jest rola nas samych, Niemców, by pamięć o tych niewinnych ofiarach żyła. Ta pamięć nie jest bowiem relatywizowaniem historii, jak wielu nam zarzuca, lecz przywracaniem jej pełnej zawartości z jednej strony, a z drugiej – ostrzeżeniem przed nienawiścią i wojną. Dobrze więc, że tak jak to miało miejsce w Gdyni, także Polacy nam w tych uroczystościach towarzyszą. To pokojowe, pozbawione resentymentów i nienawiści, wspólne i modlitewne uroczystości w świecie pełnym podziałów i brutalności jest wielkim wkładem mniejszości niemieckiej w budowanie otwartego i mądrego społeczeństwa.

Autor: Bernard Gaida