W Świętochłowicach upamiętniono ofiary obozu Zgoda
- Napisane przez Łukasz Biły
- Dział: Regiony
Zgodnie z tradycją również w czerwcu mniejszość niemiecka województwa śląskiego upamiętnia ofiary powojennego komunistycznego obozu Zgoda-Świętochłowice.
Tegoroczne upamiętnienie składało się z dwóch części: Po uroczystej mszy św. w Kościele Św. Pawła w Nowym Bytomiu, złożono kwiaty i wieńce przed tablicą pamiątkową na cmentarzu w Nowym Bytomiu oraz przed bramą obozu Zgoda w Świętochłowicach. Udział w uroczystościach wzięli m. in. konsul RFN z Opola Sabine Haake, władze Świętochłowic oraz Rudy Śląskiej, przedstawiciele mniejszości niemieckiej (m. in. Bernard Gaida i Marcin Lippa) oraz organizacji śląskich autonomistów m. in. RAŚ, SONŚ, Śląskiej Ferajny oraz Związku Górnośląskiego.
Obecna była także świadek czasu Dorothea Boreczek. Była więzień Zgody zaapelowała, aby kontynuować upamiętnienia ofiar obozu w przyszłości, nawet kiedy nie będzie już na świecie żadnych świadków czasu, którzy te wydarzenia pamiętają.

Po uroczystości miało miejsce spotkanie w kole DFK w Rudzie Śląskiej m.in. z konsul Sabine Haake oraz przewodniczącym Bernardem Gaidą.
Przemówienie przewodniczącego Bernarda Gaidy przedstawiamy poniżej:
Szanowni Państwo!
W imieniu całej mniejszości niemieckiej w Polsce, chciałbym podziękować za zaproszenie i możliwość zabrania głosu, w tak ważnym dla niemieckich Ślązaków miejscu pamięci i zadumy.
Przed czterema laty Sejmik Województwa Śląskiego ustanowił ostatnią sobotę stycznia oficjalnym Dniem Pamięci Tragedii Górnośląskiej 1945. Rok później Sejmik Województwa Opolskiego przyjął rezolucję, oddającą hołd cywilnym ofiarom zbrodni Armii Czerwonej zimą 1945. W końcu, w roku 2015 także Sejm Rzeczpospolitej Polskiej przyjął rezolucję pochylająca się nad tymi ofiarami, a ich cierpienia wybrzmiały na ogólnopolskiej konferencji w samym centrum gmachu Sejmu. Dzisiaj widzimy, że w Polsce dokonuje się to, że dziesiątki lat po tym, gdy ostatni niemiecki cywil opuścił bramy obozu Zgoda, przeżycia i cierpienia tych ludzi w Polsce Ludowej stają się tematem otwartej debaty – wykładów, seminariów, ale także licznych upamiętnień. Tę debatę możemy prowadzić mimo naszej poranionej, polsko-niemieckiej historii.
Także dzisiejsze upamiętnienie pod bramą obozu Zgoda wpisuje się w te ważne inicjatywy upamiętniające, które jesteśmy winni naszym gwałconym, deportowanym, zamordowanym, czy zamęczonym w powojennych komunistycznych obozach przodkom. Członkowie mniejszości niemieckiej w dziesiątkach małych miejscowości już od wielu lat starają się spełnić zadanie, jakie stawia przed nami bycie spadkobiercami tych ofiar wojny, rozpętanej przez hitlerowski reżim. Ironia historii sprawiła, że po tym jak niemal cały niemiecki naród dotarł na skraj samozagłady, jedno z największych cierpień powojennych przypadło nie tym, którzy znaleźli się na zachód od Odry i Nysy, lecz tym których ta nowa granica przekroczyła. Podczas kiedy demokratyczni zwycięzcy Drugiej Wojny Światowej zadowolili się wolnością tylko na tym skrawku Europy, który zajęli, my Niemcy w Polsce jeszcze przez niemal 50 lat musieliśmy żyć, pod jak mówiono „protektoratem” innego reżimu. Jednym z owoców komunistycznego reżimu był obóz w Świętochłowicach-Zgodzie. Więźniowie Zgody zwykli mawiać, że tu „śmierć, mówiła po polsku”. W oczach komendanta obozu Salomona Morela niewinni cywile - zatrzymywani tylko ze względu na narodowość - widzieli bezmiar nienawiści i pogardy dla człowieka, której nie można wytłumaczyć chęcią zemsty ani odwetem. Morel za popełnione osobiście lub poprzez swoich popleczników gwałty, tortury, morderstwa i szykany, nigdy nie został skazany, co więcej, przez większą część życia był wysoko postawionym polskim funkcjonariuszem. Dziś już nie można go skazać, jedyne zadośćuczynienie, jakie możemy dać jego ofiarom, to zawsze nazywać ofiary ofiarami, a oprawców oprawcami. Byli niemieccy zbrodniarze, ale były też niemieckie ofiary, obie te grupy trzeba pokazywać prawdziwie. W ostatnich latach w zakresie mówienia o tej trudnej części historii dokonała się ewolucja, która jednak niesie ze sobą inne niebezpieczeństwo. Jedna z ofiar internowania powiedziała mi w tym roku, że nie przychodzi na upamiętnienia górnośląskiej tragedii, gdyż czuje, że jej ofiary są na siłę odniemczane i z uporem przemilcza się powód deportacji i internowań – nienawiść do niemieckiej narodowości. Ofiar nie chce nazywać się Niemcami a najwyżej Ślązakami. Dlatego tak ważne są także inicjatywy naszych członków na Mazurach czy w Gdańsku, oraz w innych krajach, które pokazują identyczną tragedię Niemców w całkowicie innym kontekście regionalnym.
Za tutejsze upamiętnienie, obecność tutaj, lecz także za szerzenie prawdy historycznej, koniecznej do prawdziwego pokoju, pragnę wam wszystkim serdecznie podziękować. W roku 2015 - 70 lat po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej chcemy pamiętać o wszystkich jej ofiarach, a zwłaszcza o tych, których cierpienie trwało o wiele dłużej niż do 8 maja 1945 roku. Do takich ofiar zaliczamy te, które cierpiały i spoczęły tutaj. Cześć ich pamięci!
Z poważaniem,
Bernard Gaida
Przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń